Rozdział XIV- "Zapach zimy"


Witam wszystkich, którzy wciąż mnie odwiedzają po niezbyt długiej przerwie i dziękuję za wszystkie komentarze, które u mnie zostawiacie. Bardzo wiele dla mnie znaczą :)

Choć może na to nie wyglądać, to potwornie namęczyłam się przy pisaniu tego rozdziału, bo za wszelką cenę chciałam wczuć się w klimat Świąt, żeby wykreować go jak najlepiej.
Siedziałam przy zgaszonym świetle, z jedną świeczką zapachową przed nosem, figurką Gabriela obok i kubkiem z Mikołajkiem herbaty o świątecznym smaku i zapachu jabłka z cynamonem.

Miłej lektury życzę ;)


***



Czarnowłosy demon niepewnie wkroczył do domu Suzu, po czym od razu rozejrzał się uważnie. Mieszkanie było małe- zbyt małe, żeby mogło w nim normalnie funkcjonować kilka osób. Choć niewielkie, to jednak musiał przyznać, że zostało urządzone starannie i ze smakiem. Od razu widać było kobiecą rękę w doborze kolorów i wyposażenia. Kiedy dziewczyna wprowadziła go do salonu, od razu poczuł ostry acz przyjemny zapach jabłek z cynamonem. Żywa choinka o gęstych igłach, ustawiona w kącie, migała wielobarwnymi światełkami. Dair po raz pierwszy w życiu poczuł coś tak dziwnego- niespotykane dla siebie zaciekawienie. Cała oprawa świąt Bożego Narodzenia nagle wydała mu się niezwykle intrygująca. Wszystkie świąteczne zwyczaje- te starsze i nowsze: tłumy ludzi w centrach handlowych, obdarowywanie się prezentami, ożywione rozmowy przy stole, dzielenie się opłatkiem i ta niezwykła życzliwość w świąteczne dni. Zdał sobie nagle sprawę z tego jak ubogie w emocje jest jego życie, choć trwało już dłużej niż przeciętny żywot trzech osób.
Rozsiadł się na kanapie, sięgając po cynamonową laskę, którą po chwili zaczął wąchać.
- Z czym kojarzy ci się zapach cynamonu? - spytał nagle z zamyślonym wyrazem twarzy. Suzu ułożyła na równiutkiej kupce gazety porozrzucane wcześniej po stole. Spojrzała na niego, prostując się.
- Czemu nagle pytasz o takie rzeczy? Sentymenty? To nie w twoim stylu. - Zauważyła, przyglądając mu się przenikliwie.
- Możesz mi odpowiedzieć? - ponownie spytał, patrząc na nią poważnym wzrokiem. Anielica bezsilnie opuściła ręce, sięgając po jedną z lasek, po czym przystawiła ją sobie do nosa, zachłannie wciągając jej intensywny zapach.
- Z zimą, ciepłem i z domem. Może dlatego, że te laski leżą tu przez cały czas, a może dlatego, że po części przypominają mi też zapach świeżej szarlotki, którą zimą robi czasami Rafał. Sama nie wiem.
Jednak Dair już jej nie słyszał. Zamyślił się, patrząc na białe płatki wirujące za oknem.
- Czasami chciałbym urodzić się gdzieś indziej, w innej rodzinie. I czasem żałuję, że nie obchodzę świąt - powiedział nagle z dziwną nutką melancholii w głosie. Suzu była zdruzgotana. Nie posądzała go o posiadanie głębszych uczuć.
- Nawet ateiści często obchodzą Boże Narodzenie, bo choinka i dawanie prezentów niekoniecznie musi kojarzyć się z wiarą - zauważyła, drapiąc po grzebiecie kotkę, która wskoczyła na oparcie fotela, dopominając się o pieszczoty swojej pani.
- Masz kota? - Niespodziewanie ożywił się Dair, przesiadając się z kanapy na fotel, na którym siedziała tłusta, czarna kotka prężąca szyję. Anielica skinęła głową i zostawiając kota pod opieką Daira, skierowała się w stronę kuchni.
- Wujek Michał znalazł ją kilka dni temu. Ciągle przynosi jakieś znajdy... - mruknęła, przypomniawszy sobie o Kasadii. - Czego się napijesz? - spytała, stojąc w drzwiach salonu. Demon oderwał wzrok o kotki i zapatrzył się przez chwilę na smukłą sylwetkę Suzu, obrysowaną delikatnym światłem, docierającym z kuchni. Mógł przysiąc, że przez sekundę na konturze jej ciała zamajaczyły skrzydła... Potrząsnął jednak głową i odgonił od siebie tę wizję, znów skupiając się na kotce, natarczywie ocierającej się łebkiem o jego rękę.
- Herbaty - odparł nieobecnym głosem.
Niespodziewanie, w jego umyśle odezwał się znajomy, oschły głos, wybudzając go z zamyślenia.
- Gdzie jesteś? - usłyszał ojczyma i od razu się spiął.
- Komórka nowej generacji... Jestem u dziewczyny śmiertelnika - odparł krótko.
- W JEJ DOMU?! - Szczerze zdziwił się Mefisto.
- Owszem, ale nie wyobrażaj sobie nic dziwnego. Odmroziłem sobie tyłek, czekając na nich pod kościołem i zaprosiła mnie na herbatę.
- Ależ ja sobie nic nie wyobrażam. Po prostu się cieszę. Wykorzystaj tę wizytę i rozejrzyj się za czymś, co mogłoby nam pomóc w misji. Trzymam za ciebie kciuki - dodał na koniec, po czym połączenie między ich umysłami zniknęło. Dair odetchnął ciężko, rozglądając się po salonie. Nim jednak zdążył wstać, żeby rozejrzeć się dokładniej, wróciła Suzu, niosąc tacę z dzbankiem i dwiema filiżankami.
- Nie wiedziałam czy słodzisz - powiedziała, stawiając cukierniczkę na stole. - Mam nadzieję, że nasz znajduch nie wlazł ci na głowę. Potrafi być bardzo natarczywa w domaganiu się pieszczot, kiedy ktoś już raz ją pogłaszcze.
- Nie, skąd - odparł z uśmiechem. Chrzanić Mefisto. Chrzanić misję, pomyślał. - Bardzo lubię koty.
Dokładnie w momencie, gdy Suzu postawiła tackę na stole, w domu zapanowała kompletna ciemność. Nawet choinka niespodziewanie zakończyła swój świetlny pokaz. W mroku dało się słyszeć zrezygnowane westchnienie anielicy.
- Co się stało? - spytał nieco zdezorientowany demon. - Nie zapłaciłaś rachunku za prąd?
- Chciałabym. To tylko znowu te przeklęte korki. - Ponownie westchnęła, kierując się do kuchni. W tym czasie Dair wstał i odsłonił zasłony, wpuszczając nieco światła z ulicy do ciemnego salonu. - Muszę poczekać na któregoś z wujków, żeby wkręcili nowe korki i przy okazji nauczyli mnie jak to wymieniać. Na razie zapalę świeczki - powiedziała, ustawiając na stole i odpalając kilka małych świeczuszek.
- Hmm, romantycznie - zauważył Dair z uśmiechem.
- I o to chodzi - odparła Suzu, dziwiąc się po chwili, że te słowa wyszły z jej ust i wbrew wszystkiemu, uśmiechnęła się.


Rozdrażniony Mefistofeles wrócił do domu, który dzielił teraz z Dairem i jeszcze bardziej się zdenerwował. Znów było niewywietrzone, w salonie śmierdziało starymi skarpetkami, a młodszy demon nie posegregował sterty swoich ubrań mimo jego próśb. Wielki Książę Piekła był głodny, ale teraz kompletnie stracił apetyt. Nie mógł przestać myśleć o tym, co powiedziała mu jego żona. Czy naprawdę nim gardziła, sądziła, że ją zdradzał... nienawidziła go? Ciężko mu było w to uwierzyć, choć wyraźnie słyszał jej słowa.
Sądził, że dawał jej wszystko czego pragnęła, nie przeczuwając zupełnie, że się mylił. Najwyraźniej rzeczą, której najbardziej brakowało Kasadii był on sam. Jednak było już zbyt późno, żeby próbować cokolwiek naprawić. Zastąpiła go kimś innym. Powinno go zaniepokoić już pierwsze jej odejście "na zawsze", powtarzające się później w coraz mniejszych odstępach czasowych.
Ktoś zadzwonił do drzwi.
Upadły anioł niechętnie podniósł się z kanapy i otworzył niezapowiedzianemu gościowi.
Kolędnicy. Z westchnieniem wysłuchał pół zwrotki "Bóg się rodzi", po czym huknął drzwiami przed nosami zdezorientowanych dzieci, które natychmiast umilkły.
- Przecież mnie nie da się wyprowadzić z równowagi... - mruknął do siebie, opierając się dłońmi o kuchenny blat. Uniósł głowę, zerkając przez okno na wirujące płatki śniegu. Poczuł się całkowicie bezsilny. Nie mógł nawet spuścić łomotu nowemu mężczyźnie swojej żony, bo nie wiedział kim jest.
Pozostało mu jedynie poradzić sobie jakoś bez Kasadii.


Suzu i Dair siedzieli na kanapie, oddzieleni kotką, którą oboje głaskali.
- Nie sądziłam, że jest z ciebie taki sensowny facet - powiedziała nagle. - Wydawało mi się, że jesteś raczej z tych, którzy słuchają techno, palą jak smoki i rzucają "foczkami" na prawo i lewo.
- Co?! - Szczerze roześmiał się Dair. - Sugerujesz, że ja mógłbym słuchać techno? Zastanów się. Wyglądem i zachowaniem przypominam ci bardziej łysego fana muzyki techno, ubierającego się na co dzień w dres, czy satanistę?
- No dobrze... Przyznaję się do błędu. Wyglądasz bardziej jak satanista.
- Za to ty niezmiennie jak anioł z tymi swoimi złotymi lokami - powiedział zniżonym głosem, siegając po jeden z loczków spoczywający na jej ramieniu. Okręcił go sobie ostrożnie wokół palca i spojrzał w oczy Suzu tak, że poczuła ciarki przebiegające po karku. Niespodziewanie poczuła również coś, czego nigdy nie doświadczyła ani przy Rafaelu, ani tym bardziej przy swoim przymusowym chłopaku. Niesamowitą żądzę. To nowe dla niej uczucie zupełnie ją rozbroiło, sprawiając, że w jednej chwili straciła cały opór. Była rozdarta między przerażeniem i panicznymi myślami: "Dobry Boże, co ja najlepszego wyprawiam?!", a kompletnym poddaniem. Jednocześnie jednak czuła, że ten dziwny stan, w którym się znalazła, zupełnie nie był zależny od niej... jak gdyby był to wpływ czyjejś potężnej mocy, której nie była w stanie się oprzeć.
Spojrzała zamglonym wzrokiem w ciemniejące oczy Daira, pochylającego się nad nią coraz niżej i niżej...
Poczuła, że już nic nie będzie w stanie jej uratować.



EDIT:
Dodałam ilustrację z Kasadią ;)





komentarze [8]


  

Dodaj do ulubionych
Kontakt- GG 3021037

- ~~ -

Bohaterowie,
czyli lista płac

- ~~ -

Często słucham podczas pisania:
(inspirujące :))















- ~~ -

Księga Gości:

Zobacz
Wpisz się

- ~~ -

Rozdziały:

PROLOG
ROZDZIAŁ I
ROZDZIAŁ II
Wspomnienia Gabriela
ROZDZIAŁ III
ROZDZIAŁ IV
ROZDZIAŁ V
ROZDZIAŁ VI
Wspomnienia Gabriela cz. II
ROZDZIAŁ VII
ROZDZIAŁ VIII
ROZDZIAŁ IX
ROZDZIAŁ X
ROZDZIAŁ XI
ROZDZIAŁ XII
ROZDZIAŁ XIII
ROZDZIAŁ XIV
Rozdział XV

- ~~ -

Dodatki:

Kilka słów od autorki ;) + założenia

Wywiad z Suzu, Dairem, Lucyferem, Rafaelem i Gabrielem

- ~~ -

Ilustracje do opowiadania:

Bohaterowie
Suzu
Suzu
Suzu 2
Dair
Suzu- design postaci
Dair- design postaci
Kasadia
Mefisto i Kasadia
Gabriel i Amari
Elspeth i Lucyfer
Azazel
Azazel 2
Suzu i Rafael Lucyfer
Gabriel
Asmodeusz


- ~~ -

Czekam na ocenę opowiadania na stronie:

In my opinion. Oceny opowiadań.

- ~~ -

Zakazany owoc schrupali:

mloda-wilczycaawymuszone-szczesciein-my-opinionreindeerqueen-of-the-stone-agengesillienmoje-zycie-to-fikcjaprywatne-wariatkowolove-angel-and-devilmodern-lifeshimekiriway-to-heaven-villemozycie-bez-zludzenbajeromwbrew
oraz 5 osób, których blogi zostały opuszczone.

- ~~ -

Szablon:
Treść: Amari.
Rysunki w layoutach: Amari
Suzu
Suzu 2